fbpx

Jak będąc mamą rozpoczęłam przygodę z fotografią?

W piątym miesiącu ciąży przechadzałam się uliczką wśród kwitnących magnolii. Chociaż dobrze czułam się w stanie błogosławionym, ze względu na stres i tempo w pracy etatowej, musiałam skorzystać ze zwolnienia lekarskiego. Ale w domu dostawałam “kota”.

Jestem z rodzaju tych ludzi, którzy uwielbiają coś robić. Wciąż, non stop, bez przerwy. Chciałam jakoś zagospodarować ten czas. Kiedy zobaczyłam, że Magda Mizera wypuszcza swój kurs fotograficzny, stwierdziłam, że będzie to mój prezent na urodziny.Odkurzyłam aparat, przerobiłam kurs, wyjechałam na wczasy i połknęłam bakcyla…

A jak rozpoczęłam przygodę z fotografią będąc mamą?

Mama pokazuje dziecku rośliny. Zdjęcie ilustrujące post o przygodzie z fotografią.

Korzystałam z czasu, który miałam

Dowiedziałaś się już, że tak naprawdę zdjęcia zaczęłam robić, gdy Nikodem był jeszcze pod moim sercem. Wynikało to właśnie z tego, że miałam wtedy sporo czasu. Nauka fotografii na początku nie wymaga wcale stacjonarnych kursów, więc śmiało mogłam sięgać po wiedzę dostępną w internecie. 

Kiedy mały pojawił się na świecie sytuacja zmieniała się dość dynamicznie. Na samym początku miałam naprawdę “mało czasu”, kiedy moje obie ręce były wolne. Ale ten fakt również postanowiłam wykorzystać i nie tylko pochłaniać wiedzę z zakresu fotografii, ale również planowania i organizacji. Dziecko postawiło mój świat na głowie, a ja bardzo chciałam go uporządkować. 

Gdy mały zaczął być coraz bardziej samodzielny ( w znaczeniu takim, że gdy odłożyłam go na matę, to nie płakał przez całe 5 minut) przeszłam do kolejnego kroku, który nierozerwalnie wiązał się również z wykorzystywaniem każdej wolnej chwili na przygodę z fotografią.

Ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam 

Gdy już poznałam podstawy, to każdą chwilę poświęcałam na robienie zdjęć. Niezależnie od tego, jakie były warunki oświetleniowo-pogodowe , ja sięgałam po aparat. Robiłam zdjęcia natury podczas spacerów. Ogromna ilość ujęć z tamtych czasów, to Nikodem na każdym etapie rozwoju. 

Szukałam również nowych wyzwań, gdy już porządnie przećwiczyłam to co potrafiłam, to zaczęłam również pracować z obcymi. Chociaż mogłoby się wydawać, że to niewiele zmienia, to często stres i dynamika mają znaczenie przy zmianie ustawień. Mózg musi poradzić sobie nie tylko z nerwami, ale również z obsługą aparatu.

Do tej pory, pomimo tego, że swoich umiejętności jestem pewna, staram się robić jak najwięcej zdjęć. Po pierwsze, pozwala mi się to ciągle rozwijać, po drugie, dzięki temu nieustannie szukam inspiracji. 

Mama pokazuje dziecku rośliny. Zdjęcie ilustrujące post o przygodzie z fotografią.

No właśnie – zbierałam i zbieram inspiracje

Kiedy przez roku siedzisz zamknięta w domu – a tak właśnie było w moim przypadku – trudno znaleźć inspiracje w otoczeniu. Warto zatem otworzyć się na wirtualny świat. Początkowo moją największą inspiracją był Instagram. Śledziłam tam nie tylko znane blogerki, ale również fotografki i fotografów, których prace szczególnie mi się podobały.

Często próbowałam odtworzyć ich kadr, i to nie w celu ich kopiowania i zdobywania like’ów, ale w celach edukacyjnych.

Ostatnio przerzuciłam się na Pinterest. Teraz właśnie tam łatwiej znaleźć mi coś odkrywczego, nowego, innowacyjnego.

Staram się również otwierać na inspiracje z takich źródeł jak kinematografia i literatura, chociaż nie jest to proste, bo wciąż uważam, że  jestem bardziej rzemieślniczką niż fotografką.

Właśnie tak wyglądały moje początki. I jako mamy i jako fotografki. Wierzę, że ty też świetnie sobie poradzisz, niezależnie od etapu życia, w którym właśnie jesteś. Jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z fotografią od zakupu aparatu, to oszczędzę Ci trochę szukania – wpadnij do tego posta.

error: Zawartość zablokowana